poniedziałek, 17 listopada 2014

ROZDZIAŁ 4

Pov. Sophie
Następnego dnia obudził mnie dźwięk budzika, oznaczający, że czas wstawać do szkoły. Co za kretyn stworzył coś takiego jak szkoła?!
    Wolnym krokiem ruszyłam w kierunku łazienki w celu wzięcia porannej toalety.
Gdy spojrzałam w lustro, przeraziłam się. Potargane włosy, rozmazany makijaż, podpuchnięte oczy od płaczu ... Ostatni raz tak wyglądałam, kiedy dowiedziałam się, że muszę mieszkać z matką. To było straszne. Praktycznie równało się z moim przerażeniem na widok swojego lustrzanego odbicia.
    Po wzięciu długiego i relaksującego prysznica ruszyłam w kierunku szafy. Postanowiłam, że nie będę się stroić, no bo przecież to tylko szkoła. Zdecydowałam się na szary sweter i czarne getry, a włosy spięłam w niechlujnego koka. Gdy byłam już gotowa, wzięłam torbę i ruszyłam w kierunku wyjścia. W domu nie było już nikogo. Czyli czekała na mnie "miła" podróż szkolnym autobusem.
Gdy w końcu znalazłam się w szkole, modliłam się w duchu by przeżyć ten dzień w spokoju. Bez żadnych afer, awantur czy wezwania do dyrektora. Moje wizyty w gabinecie pani Colins, przeważnie były spowodowane przez jedną osobę, jaką był oczywiście Ashton. Czasami , a właściwie to często mam ... ochotę go zabić albo zgolić go na łyso. Ten palant twierdzi, że jego loczki to istny wabik na laski. Ciekawie czy jako osoba łysa, dalej by był obiektem marzeń prawie każdej dziewczyny w szkole ... Z moich rozmyślań wyrwał mnie głos przyjaciółki, która zmierza w moim kierunku. Wyglądała jak zwykle prześlicznie. Victoria zawsze miała gust! To ona mnie pilnowała żebym dobrze wyglądała. Pamiętam jak kiedyś byłam chora i Smith zaczęła się po mnie drzeć, bo byłam ubrana niekolorystycznie! Co tam, że leżałam z prawie 40°C gorączką. Przecież najważniejszy był styl!
 Gdy spojrzałam na Victorie widać było, że jest czymś przejęta.
- Sofie, Ashtona przepisali do naszej klasy! - powiedziała z zadyszką.
- Że co???!!!! - krzyknęłam zszokowana - Jakim prawem?
- Podobno Colins widziała jak palił z Jamesem i jego paczką za szkołą.
- Ale co to ma do tego, że ten kretyn będzie teraz ze mną w klasie?! - zapytałam poirytowana.
- Uznała, że Ashton to dobry chłopak i jeśli zostanie w swojej klasie, ze swoimi super kolegami, to się kompletni stoczy - odpowiedziała.
- A co ją obchodzi biedny, staczający się Irwin? - zapytałam z kpiną w głosie.
-No wiesz, Colins nie byłaby zadowolona gdyby jego rodzice wypisali go z jej jakże cudownej szkoły. Szczególnie, że państwo Irwin są jednymi z fundatorów szkoły - powiedziała, po czym zaczęła się głośno śmiać. Państwo Irwin - jedni z najbardziej wpływowych ludzi w Sydney ... Matka Ashtona to kobieta z wielką klasą, u której na pierwszym miejscu jest ukochany synek.
Gdyby się dowiedziała że Ashton pali fajki ... i nie tylko ..., upija się do nieprzytomności i pewnie pieprzy się z pierwsza lepszą laską, na pewno od razu by go wywiozła jak najdalej od Sydney. Byleby zaprzestał kontaktów z kolegami, ściągającymi go na złą drogę.
Nagle zadzwonił dzwonił dzwonek oznaczający, że rozpoczęła się najgłupsza lekcja, jaką jest matematyka.  Co za debil wymyślił coś takiego jak matematyka?! Jak ja nienawidzę tego przedmiotu! Najchętniej usunęłabym go raz na zawsze, skracając męki biednym uczniom. Jest to jedyny przedmiot na którym siedzę sama, dlatego że pan Hanson uznał, że powinnam siedzieć sama.
Gdy weszłyśmy z Victorią, w klasie byli już prawie wszyscy. Zaczynając na kujonach i kończąc na plastikowych laluniach.
   Nagle do klasy wpełznął sam pan Hanson, a zanim szczęśliwy Irwin. Jego niespodziewane dla niektórych wejście oznaczało jedno ... Jak na komendę wszyscy zaczęli szeptać o nowym/starym uczniu. Widać było, że podoba mu się bycie w centrum uwagi. Tą dziwną sytuację przerwał nasz kochany nauczyciel.
- Od dzisiaj Ashton będzie chodził z wami do klasy - oznajmił beznamiętnie - Koło kogo cię tu posadzić? - zamyślił się. Ciekawie co za frajer będzie miał to szczęście siedzieć na matmie ze znanym Ashtonem Irwinem ... - Usiądziesz z Victorią. - To był ten moment, kiedy nie wytrzymałam. Wybuchłam niepohamowanym, głośnym śmiechem. Moja przyjaciółka zmierzyła złowrogim spojrzeniem, dając znać, żebym lepiej się zamknęła. Bo ona nie jest uradowana pomysłem naszego nauczyciela.
- Panno Morgan, co cię tak rozbawiło? Może podzielisz się tym z resztą klasy? Też się chętnie pośmiejemy ... - powiedział mój "cudowny" nauczyciel. Często do swoich wypowiedzi używał sarkazmu. Przywykłam do tego, jednak dziś, w tej chwili, jego głos wręcz ociekał jadem. To była nowość! Ale nie pozytywna .. To mogło, a raczej MUSIAŁO oznaczać kłopoty ...
- Po prostu bardzo się cieszę, że Ashton będzie z nami w klasie - powiedziałam bezczelnie ze sztucznym uśmiechem.
- Ah! Jak miło! To może ty z nim usiądziesz? Skoro tak pałacie do siebie sympatią to ja jeszcze się przyczynię do rozwijania waszego szczęścia! - powiedział pan Hanson, a mnie szczęka opadła. To nie mogło być prawdą! Jak na tej ziemi mógł istnieć ktoś tak podły i pozbawiony uczuć?! Ah, no tak, zapomniałam, że był jeszcze Ashton! Nie dość, że muszę go znosić prawie 24h na dobę, to teraz muszę z tym debilem siedzieć w ławce na tej durnej matmie! Widzę, że zapowiada się ciekawy rok szkolny. W przeciwieństwie do mnie Ashton był uradowany tym faktem. Hm ... kolejna możliwość do ubliżania mi, a on nie pozwoli, by taka okazja przeleciała mu przed nosem.
Jak ja go nienawidzę!!!
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
I oto mamy kolejny rozdział historii Sophie. Rozdział był pisany na szybko, więc wiecie.......taki super to on nie jest. Pamiętajcie by zostawić komentarz. Wam to nie zajmie długo, a ja będę wiedzieć co myślicie. Dziękuje za uwagę!

1 komentarz:

  1. Twoje opowiadanie bardzo mi się podoba jestem ciekawa jak to wszystko się potoczy. Pozdrawiam i czekam na nexta. :)

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy