wtorek, 29 lipca 2014

ROZDZIAŁ 2

Pov. Ashtona
-Czy ty jesteś jakąś nienormalna-wygrałem się na cale gardło.
  Mogłem się drzeć Dziewczyna i tak już mnie nie słuchała. Wyszła uśmiechnięta z salonu. Jak ja jej nienawidzę. Wiem że nie jest grubą, ale  po prostu lubię ją denerwować. Nie musiała od razu wylewać na mnie tego soku. Teraz cały się lepiej i śmierdzi owocami.
- Nie wiesz z kim zadzierasz-krzyknąłem do Sophie ale wątpię że mnie usłyszała. -Zawsze wiedziałem że jest głupia ale nie że aż tak- stwierdziłem opadając na kanapę. Nagle usłyszałem spokojny głos Michela -Ashton sam ja sprowokowałeś mówiąc jej że jest gruba.
-Czy ty zawsze musisz ją bronic- wtrącił Luke. - zawsze ta biedna to Sophie.
-Ja jej wcale nie bronie tylko mówię ci, że to co robisz krzywdzi tą dziewczynę. Nie widzisz tego.-wydarł się Michael po czym wyszedł z salonu. Pewnie poszedł do naszej księżniczki szpetoty.
- Dobra skończmy tą rozmowę bo ona robi się już żałosna. Ashton siadaj i uspokój się, zaraz mecz się zacznie.- powiedział Calum a następnie włączył telewizor. Kompletnie nie mogłem się skupić na meczu. Cały czas myślałem o dziewczynie i o tym jak się na niej zemścić.- Chcesz wojny to ją będziesz miała- wyszeptałem.
Pov. Sophie
     Gdy weszłam do pokoju od razu wybuchłam niepohamowanym śmiechem. Cieszyłam się z tego co zrobiłam Ashton'owi. Było to strasznie dziecinne, ale przecież od czegoś trzeba zacząć.
     Gdy się uspokoiłam postanowiłam wziąć się za sprzątanie. Kiedyś w końcu trzeba zrobić pranie. Kiedy zaczęłam zbierać ciuchy do kosza na pranie, usłyszałam pukanie. Podeszłam do drzwi i pociągnęła za klamkę. Moim gościem okazał się Michael. Wiedziałam po co przyszedł. Znowu będzie mi w mawiał ze Ashton wcale tak nie myśli, on poprosił taki jest, lubi prowokować ludzi.
-Sophie ja cię bardzo przepraszam. Ashton wcale tak nie myśli....- przerwałam Michael'owi oraz dokończyłam jego nudną gatke-On po prostu taki jest. Lubi denerwować ludzi.
-Właśnie- zaśmiał się nerwowo -Dobra ją idę do chłopaków.-powiedział poczyna mnie przytulił po czym dodał -a ty tak tutaj nie smutaj. Wyjdź do ludzi i już nie przejmuj się Ashton'em.-po czym zniknął w ciemnościach korytarza.
       Michel poniekąd miał rację. Siedzę w tych czterech ścianach 24h, nigdzie nie wychodzę tylko się uczę.
-Czas to zmienić- powiedziałam sobie w duchu. Złapałam za telefon i od razu zadzwoniłam do Victorii.
      Gdy w końcu ustaliliśmy co będziemy robić, odłożyłam telefon na półkę i ruszyłam w kierunku łazienki. Zdecydowałam się na czarne rurki ,zadurzą bluzę Calum'a która kiedyś mu zabrałam oraz czarne vansy. Włosy spięłam w koka i zrobiłam lekki makijaż. Gdy byłam gotowa zeszłam na dół w poszukiwaniu kluczy do domu.
-One gdzieś muszą być- mówiłam sama do siebie. Nagle za sobą usłyszałam znany mi głos. Znienawidzony głos Ashton'a.- Zgubiłaś coś-powiedział i pomachał mi przed nosem kluczami. Czy ja zawsze muszę mieć takiego pecha.
   Gdy podeszłam do niego w celu uzyskania swoich kluczy chłopak uniósł je tak wysoko że nie mogłam ich dosięgnąć.
-A gdzie to się panienka wybiera o tej porze-powiedział Ashton z wrednym  uśmieszkiem- O tej porze na ulicach jest bardzo nie bezpiecznie.
-Ashton oddaj mi te klucze. Śpieszę się.-powiedziałem błagalnym głosem. Łzy zbierały mi się do oczu. W duchu powtarzała sobie, Sophie tylko nie płacz, nie możesz mu pokazać że z tobą wygrał.
Gdy popatrzyłam na niego, uśmiechał się tak jakby wiedział, że ze mną wygrał. Nie, nie poddam się. Obróciłam się napięciem a następnie wyszłam z domu.
     Gdy tylko wyszłam, usłyszałam znany mi odgłos przekręcanego klucza. No to świetnie- zaklnełam w duchu.Ruszyła wolnym krokiem w kierunku kina. Londyńskie uliczki oświetlony małe lampki. Miasto było opustoszałe. Na ulicach można był nie zobaczyć żywej duszy. W myślach liczyłam kroki. Każdy szmer czy stukot przyprawiał mnie o dreszcze.
     Gdy w końcu doszłam do kina w oddali zauważyłam machającą mi Victorie.
Od razu ruszyłyśmy w kierunku kas. Z kupionym biletami udałyśmy się do sali.
      Po skończonym seansie udałyśmy się do naszej ukochanej kawiarni.
-Tori mogłabym zostać dziś u ciebie na noc- powiedziałam zacisznym głosem.
-Jasne-powiedziała radośnie- Ale co się stało-gdy dziewczyna tylko na mnie spojrzała od razu wiedziała co mnie trapi.
Usłyszałam tylko imię wyszeptane przez dziewczynę- Ashton-nagle dziewczyna wybuchła-Co tym razem zrobił.Opowiedziałam całą dzisiejsza historię związaną z Ashton'em. Gdy skończyła powiedziała mi, że mam się nim nie przejmować.
    Po wybitnej kawie ruszyliśmy w stronę domu Vioctorii. Po drodze rozważałam zadzwonienie do Caluma. Pewnie nawet nie wie że wyszłam z domu.
Razem z dziewczyną po plotkowałyśmy jeszcze chwilę po czym poszliśmy spać. Długo nie musiałam czekać na sen. Szybko odpłynęłam z myślą co mi przyniesie jutrzejszy dzień.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
I oto mamy drugi rozdział. Mam nadziej, że wam się spodoba. Pamiętajcie by zostawić komentarz. Każda kropka dla mnie dużo znaczy.  Do następnego rozdziłu :)

wtorek, 22 lipca 2014

ROZDZIAŁ 1

  Biegałam przez las, nawet nie wiedząc gdzie. Chciałam się jak najszybciej znaleźć w domu, w otoczeniu moich bliskich. Nagle usłyszałam głos małej dziewczynki. Przeraziłam się. Chciałam stąd uciec lecz nie znałam drogi. Postanowiłam biec przed siebie. Biegłam  tak szybko, ile sił miałam w nogach.
      Nagle ujrzałam przed sobą mała dziewczynkę która stała parę metrów ode mnie. Postanowiłam się do niej zbliżyć. Gdy byłam wystarczająco blisko zobaczyłam......dziewczynka nie miała twarzy. Zamarłam......
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
     Zerwała się z łóżka cała zalana potem. Nie umiała złapać oddechu. Czuła się jakby przebiegła 100km maraton. Potrzebowała zaczerpnąć świeżego powietrza. Wstała i ruszyła w kierunku balkonu. Sophie spojrzała przez okno. Obrzeża Londynu pięknie komponował się ze wschodzącym słońcem. Ciasne uliczki dalej były oświetlane przez małe lampki a fontanny w centru parku, mieniła się różnymi kolorami.
     Gdy w końcu Sophie zdołała się uspokoić postanowiła wrócić do łóżka. Zamknęła wielkie drzwi balkonowe i zasłoniła beżowe zasłony. Ukradkiem spojrzała na zegar. Wskazywał piata nad ranem. Postanowiła się już nie kłaść. Ruszyła w kierunku łazienki w której wzięła długa relaksującą kąpiel. Po skończonej porannej toalecie, ruszyła się w kierunku wielkiej szafy. Po dwudziesto minutowym zastanowieniu się nad tym w co się dziś ubierze, zdecydowała się na czarne rurki, koszule w kratę oraz czarne botki. Włosy spięła w wysoki koński ogon i nałożyła delikatny makijaż. Gdy w końcu była gotowa, skierowała się w kierunku kuchni. Dom wyglądał jak by nikt w nim nie mieszkał. Był taki opustoszały. Może to dlatego że jest ósma rano i do tego sobota. Sophie na sama myśl o dniu tygodnia głośno westchnęła. Wiedziała że rodzice wyjeżdżają dziś na wakacje czyli zostaje sama z Calum'em. On pewnie zaprosi tych idiotów.       Gdy w końcu była gotowa, skierowała się w kierunku kuchni. Dom wyglądał jak by nikt w nim nie mieszkał. Był taki opustoszały. Może to dlatego że jest ósma rano i do tego sobota. Sophie na sama myśl o dniu tygodnia głośno westchnęła. Wiedziała że rodzice wyjeżdżają dziś na wakacje czyli zostaje sama z Calum'em. On pewnie zaprosi tych idiotów.
     Gdy w końcu znalazła się w kuchni zdecydowała się na musli. Po zjednoczonym posiłku, umyła naczynia i odłożyła je na miejsce. Nagle usłyszała jak ktoś ją wolą. Przestraszyła się. Gdy się obróciła zobaczyła zaspanego Calum'a.
- Sophie zrób mi kawę- powiedział zaspanym głosem. Już chciała mu powiedzieć że ma sobie sam zrobić lecz gdy spojrzała na niego obrazu się nad nim zlitowała. Wyglądał jak sto nieszczęść, ale tak się kończy imprezowanie do rana
- Calum mam do ciebie pewne pytanie- powiedziała dziewczyna siadają naprzeciw chłopaka.
- Słucham.... ciekawie jakie tym razem zadasz mi inteligentne pytanie-powiedział obojętnie.
- Kiedy się wybierasz z chłopakami w jakąś trasę- zapytała.
      Gdy chłopak usłyszał pytanie obrazu się zerwał- A co chcesz jechać z nami?- zapytał się wystraszony
- Nie.... chce się w końcu was pozbyć- powiedział wściekła. Po tej jakże ciekawej rozmowie ruszyła prosto do swojego pokoju. Tam przesiedziała cały dzień. Podczas piątego filmu nagle poczuła głód. Odrazu ruszyła w kierunku kuchni. Niestety, gdy była na dole Calum ją zauważył i zaczął wołać. Wiedziała że jak tam nie pójdzie to ten kredyt nigdy się nie zamknie .
-Czego chcesz- burkneła
-O widzę że nasza księżniczka się wnerwiła. - usłyszała śmiech Ashton'a- Jaśnie pani wybacz nam- nagle wszyscy wybuchli śmiechem.
  Od zawsze nienawidziła Ashton'a. Zawsze słyszała od niego same obelgi. A to że jest gruba czy brzydka. Niektóre słowa usłyszane z jego ust doprowadziły ją do płaczu. Ale on nie wiedział ze ją rani. Podobało mu się denerwowanie tej dziewczyny. Sophie zawsze ukrywała przed światem swój ból. Gdyby któryś z nich dowiedziałby się że jest słaba, wykorzystali by to przeciwko niej. Z jej przemyśleń wyciągnął ją głos Ashton'a- Ej grubasie może byś się ruszyła do kuchni po coś do picia. Dobrze by ci to zrobiło-  powiedział to a następnie przybyli piątkę Luke'owi.
     Wściekła podreptała do kuchni. Wyciągnęła z lodówki soki i nalała go do pięciu szklanek. Wszystko położyła na tacy po czym zaniosła do salonu. Położyła tacę na stole i do rąk wzięła jedna szklankę i ruszyła w kierunku Ashton'a.
-Proszę bardzo- wysyczała mu wściekła i wylała mu całą zawartość szklanki na głowę. Chłopak gwałtownie zerwał się z kanapy i zaczął się na nią drzeć- Czy ty jesteś jakąś nienormalna....- Sophie już go nie słuchała tylko z uśmiechem na ustach ruszyła w kierunku sypialni. W oddali było jeszcze słychać krzyki Ashton'a które wywoływały śmiech Sophie. Gdy była już przy drzwiach powiedziała do siebie- Chcesz wojny to ją będziesz miał.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
I oto pierwszy rozdział.Mam nadzieje że wam się spodoba i będziecie czytać. Pamiętajcie by zostawić ślad po sobie w postaci komentarzu. Wam to zajmie chwilę a ją będę szczęśliwa

piątek, 11 lipca 2014

PROLOG

   Gdybym wiedziała jak to się skończy nigdy bym się nie wyprowadziła od ojca. Jak ja nienawidzę mojej matki i tego jej nowego męża. Nie dość, że jest dla niej za brzydki to i za głupi. Nie jednak przy ich poziome inteligencji bym się zastanowiła. Powie tyle, że ta sprawa jest defakto kontrowersyjna..... albo nie oni są tak samo tępi, ale co poradzisz.
    Ale to nic, syn mojego "ojca" to  dopiero kretyn. Nazywa się Calum i jest w tym głupim zespoliku 5 second of summer. Jak ja nienawidzę tego gościa i tych jego kumpli. Przesiadują u nas wieki i robią sobie ze mnie jaja. Szczególnie te dwa buce zwane Luk'iem i Ashton'em. Ci to z moim braciszkiem mogli by się śmiać dniami i nocami. Z całej tej czwórki jedynie dogaduje się z Michael'em. Zawszę mogę z nim pogadać i się wyżalić. Jako jedyny mnie rozumie.
    Jestem Sophie mam 17 lat i mam najbardziej dupiate życie pod słońcem. 
    Po wyprowadzce z Leeds robiłam wszystko by się zmienić zupełnie. Wszystko by zniszczyć małą Sophie z Leeds. I osiągnęłam swój cel. Byłam piękną, szczupłą,brunetka o fiołkowych oczach.
Chłopcy porównywali mnie pod względem urody do ideału. Szukali dziewczyny która była w minimalnym stopniu do mnie podobna. Zdarzały się przypadki w których kazali im się ubierać, czesać, malować a nawet zachowywać tak jak ja. To już było dziwne.
    Miałam jedna przyjaciółkę Victorie bo większości dziewczyn mnie nienawidziło. Super....
to była osoba która znała mnie na wylot. Nie było rzeczy o której by nie wiedziała. Jako jedyna wiedziała jaka jestem a nie jak polowa ludzi. W szkole byłam uważana za wredną sukę która myśli, że jest najlepsza. Zawsze zastanawiałam się dlaczego ludzie tak myśleli. Przecież nigdy mi nie zależało na popularności. Jednak ludzie przy mojej osobie się zawsze dzielili. Na tych co robią wszystko bym na nich choćby spojrzał, na puste laski,które mnie nie nawiedziły, tych napalonych sportowców oraz moja ukochaną Victorie.       
    Gdy w szkole wszyscy dowiedzieli się kto został moim bratem przyrodnim te blond piękności prawie mnie zabiły. Chętnie bym się z nimi zamieniła. Szkoda, że nie mogę.

Obserwatorzy