Nie wiem nawet kiedy zasnąłem. Gdy wstałem z fotela na którym spędziłem dzisiejsza noc od razu spojrzałem na telefon w celu uzyskania odpowiedzi na moje pytanie - która jest godzina?. Zegarek wskazywał 10:13. Rodzice mają być o 12 . Teraz wystarczy obudzić chłopaków i jakoś tu ogarnąć. Gdy tylko rozejrzałem się po całym salonie byłe w stanie wydusić tylko- Jaki syf.- jak ja miałem to ogarnąć w niecałe dwie godziny. Nagle przyszedł mi do głowy pomysł- Sophie. Od razu pobiegłem w kierunku pokoju dziewczyny. Zapukałem do wielkich brązowych drzwi. Nikt nie odpowiedział, więc postanowiłem wejść do jej sypialni. W pokoju nie było dziewczyny a łóżko wyglądało jakby nikt na nim spać. Od razu zbiegłem na dół i zacząłem budzić chłopaków. Byłem przerażony ze dziewczyny nie było. Oczywiście że nie raczył wstać. Podszedłem do Ashtona i zwaliłem go z kanapa. Widać było, że chłopak był nie zadowolony tym ze go obudziłem - Ashton, Sophie zniknęła!! - wykrzyczałem.
- Nie mogła zniknąć. Wychodziła wczoraj wieczorem- powiedział zaspanym głosem.
- Wiem, że wychodziła. Ale nie rozumiesz tego ze nie wróciła. Mam ci to przeliterować.
N-I-E-W-R-Ó-C-I-Ł-A.
- Pewnie została u koleżanki. Zadzwoń do niej.-postanowiłem posłuchać rady kolegi.
Pov. Sophie
Z pięknego snu wyrwał mnie dźwięk dzwoniącego telefonu. Gdy spojrzałam na wyświetlacz zobaczyłam- Calum. Czyżby przypomniał sobie, że ma siostrę. Odrzuciłam połączenie po czym rzuciłam telefon na szafkę nocna która stała koło łóżka. Postanowiłam wstać z łóżka i odnaleźć Victorie. Dziewczyna siedziała w kuchni i piła poranna kawę. Gdy tylko mnie ujrzał, na jej twarzy pojawił się promienny uśmiech.
-Witam śpiocha! Jak się spało.-zapytała
- Dziwnie, bo nie słyszałam tych krzyków Caluma które oznaczały by ze zaraz będą rodzice a w domu syf-gdy to powiedziałam od razu wybuchłyśmy śmiechem. Widok przerażonej miny Caluma pewnie był bezcenny.
Gdy w końcu zjadłam śniadanie i się w miarę ogarnęłam postanowiłam iść do domu. Pożegnałam się z przyjaciółką i ruszyłam w kierunku drzwi. Na dworze było dość przyjemnie pomimo tego ze był środek lata. Słońce, które grzało świetnie komponowało się z lekkimi podmuchami wiatru, który lekko chodziło ciała zgrzanych ludzi. Drogę do domu umiliła mi muzyka. Nigdy nie słuchałam muzyki takiej jak wszyscy. Zawsze byłam inna. Od dziecka puszczano mi Mozarta, Bethowena czy Chopina. Mój ojciec dbał o moje wychowanie a nie puszczał się jak moja matka. Do teraz jej nie wybaczyłam tego, że zdradziła mego tatę i od niego odeszła. On tak ją kochał. Niczego jej nie brakowało a ona jak mu się odpłaciła. Jeszcze z jego rodzonym bratem.
Po rozwodzie sąd zadecydowała, że dziecko powinno być z matka, jednak ja się z tym nie zgadzam. Musiałam z nią zamieszkać i zmarnować swoje życie.
Gdy tak rozmyślałam na temat swego nędznego życia, nawet nie zauważyłam kiedy znalazłam się koło domu. Od razu zauważyłam czarny samochód rodziców. No to mam przerąbane.
Stanęłam przed drzwiami swojego domu i zapukałam. Drzwi otworzył mi ukochany mojej mamusi. Gdy tylko przekroczyłam próg od razu usłyszałam krzyki mojej matki. Pewnie drze się po Calumie. No i bardzo dobrze. Wiedziałam, że kara mnie nie ominie ale szczerze nie przejmowałam się tym.
-no to zaczynamy terror- powiedziałam po czym weszłam do salonu. To co tam zobaczyłam rozbawiło mnie. Piątka chłopców stojących w rządku ze spuszczonymi głowami a nad nim moja matka prawiła kazanie dlaczego to nie powinno się pić w tym wieku. Chrząknęłam i automatycznie wszyscy popatrzyli się w moją stronę. Stałam w progu z durnowatym uśmieszkiem czyli pełen standard w razie kłopotów. Widziałam jak moja mama czerwieniła się ze złości. Zaraz wybuchnie. 3...2...1.... BUM!!!!!
- Co ty sobie wyobrażasz młoda damo!! O której to się wraca do domu.- wrzasnęła. Spojrzałam na zegarek, który znajdował się na moim nadgarstku.- dochodzi druga, czyli jakoś tak powinno się wracać do domu- wycedziła. Po mojej błyskotliwej wypowiedzi usłyszałam śmiechy chłopaków. Mojej mamusi się to nie spodobało. Zgasiła ją 17 latka. Jak przykro.
- Ja cię tak nie wychowywałam- powiedziała.
- Ty i wychowanie.-prychnęłam-Ty miałaś w dupie to co robiła. Co teraz będziesz mnie umoralniać i wychowywać.Gratuluje geniuszu -wykrzyczałam jej prosto w twarz.
- Jak ty się wyrażasz do matki- odpowiedziała już całkiem wściekła.
- Dla mnie jesteś tylko moją matką na papierku nic więcej-warknęłam po czym pobiegłam do swojego pokoju w którym od razu wybuchłam niekontrolowanym płaczem. Dla mnie moja kochana mama umarła.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No i mamy trzeci rozdział. Wiem, że rozdział miał się pojawić już dawno ale jakoś nie miałam kiedy go dodać. Mam nadzieje, że rozdział Wam się spodoba. Pamiętajcie by zostawić komentarz. Wam to długo nie zajmie oraz ja będę wiedzieć co myślicie na temat mojego opowiadania i czy w ogóle Wam się ono podoba.
Jak zauważyliście pojawiła się zakładka Bohaterowie w której wraz z rozdziałami będą sie pojawiać nowe postacie.