poniedziałek, 2 lutego 2015

Rozdział 5

 Pov.Sophie
    Gdy tylko usłyszałam upragniony dzwonek wybiegłam z klasy jak oparzona. Ja i Ashton w jednej ławce?! Do końca roku?! To chyba jakiś kiepski żart. Przecież ja go szybciej zabiję nożyczkami albo wydzióbię sobie oczy cyrklem, byle tylko go nie widzieć. Ja od dawna wiedziałam, że ten poczwaro podobny nauczyciel mnie nie lubi ale nie, że aż tak!
    Kiedy w końcu odnalazłam Victorię w tym tłumie debili zwanych licealistami, myślałam, że ją zabije. To przez nią teraz będę siedzieć z blond-idiotą. A może... Może faktycznie nie jest niczemu winna ... W końcu to nie jej wina, że się zaśmiałam...... Nie, zdecydowanie to jej wina!!! Jestem zbyt wściekła, żeby myśleć racjonalnie ... To pewnie dlatego obwiniam wszystkich za swoją niedolę... - Jezu.....powiedz mi, że to jakiś kiepski żart i że zaraz ktoś wyskoczy z twojej szafki, krzycząc "zostałaś wkręcona przez pana poczwarę!!! Nie musisz siedzieć z Ashtonem"- mówiłam do przyjaciółki, przesadnie gestykulując. Ta, zamiast mnie pocieszyć tylko parsknęła śmiechem. -Przepraszam Cię, ale ta sytuacja jest bardzo śmieszna -powiedziała prawie płacząc. - Zamiast się ze mnie śmiać, mogłabyś mi powiedzieć co ja mam teraz zrobić!- Zrobiła zarozumiałą minę. Zapewne właśnie teraz chciała odpowiedzieć mi jakimś głupim i wcale nie śmiesznym tekstem. Na szczęście uniemożliwił jej to dzwonek .... Postanowiłam się nie spieszyć na chemię (w końcu ją też mam z Ashtonem). Chyba stworzę petycję, żeby powstały normalne klasy. Kto wymyślił żebym na każdy przedmiot chodziła z innymi ludźmi! Tak się nie da przecież funkcjonować!
     Gdy tylko weszłam do klasy od razu usłyszałam śmiech.... Cathlin i Sam. Oczywiście!!! Dwie najgłupsze laski ze szkoły, które kleją się do każdego przystojnego chłopaka... i Ashtona. Nie wiem co trzeba mieć zamiast mózgu, by nie zauważyć tego że blondyn tylko i wyłącznie rozmawia z nimi dla własnej korzyści. Przecież Irwin zmienia dziewczyny jak rękawiczki. Nawet nie wiem czy on miał kiedykolwiek dziewczynę, którą kochał za to jaka jest a nie za to jak wygląda! 
     Całą lekcje przespałam. Któż by się tego spodziewał! Pani Brow jest specyficzną nauczycielką, która posiada dar usypiania uczniów. Gdy tylko wchodziło się do jej klasy, powieki natychmiast robiły się ociężałe... Kiedy w końcu udało mi się dotrwać do końca lekcji, wyszłam ze szkoły. Musiałam wymyśleć sposób by przetransportować się do domu. Victoria skończyła lekcje godzinę temu, autobus mi pewnie uciekł, matka po mnie nie przyjedzie bo "pracuje", a Calum....-sorry,ale nie dzięki. Nie zostało mi nic innego jak iść do domu piechotą. Najgorszy sposób transportu! Przecież ja umrę z wyczerpania!!! Włożyłam słuchawki w uszy, włączyłam pierwszą lepszą piosenkę i ruszyłam w stronę domu. Kiedy byłam w połowie drogi, oczywiście zaczął padać deszcz.....bo jakżeby inaczej!!! Tylko ja mam takiego pecha!! W przeciągu zaledwie kilku chwil przemokłam do szpiku kości. Zaczęłam pociągać nosem. Oho! Może jutro nie pójdę do szkoły?! Jeśli tak, to chyba będzie jedyny pozytywny aspekt tej sytuacji. 
      Moje przemyślenia przerwał klakson czarnego bmw. Jechało tuż obok mnie, ale postanowiłam je zignorować. Nagle szyba okna zaczęła powoli zjeżdżać w dół. Już wiedziałam co ujrzę. A raczej kogo. To było tak przewidywalne, że aż śmieszne! Już wspominałam o tym że mam wielkiego pecha?!
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
I oto mamy 5 rozdział. Wiem, że miał być on już dawno, ale jakoś nie miałam weny. Chciałam podziękować Julii, która sprawdziła moje ''cudowne" wypociny. Możecie ją TU znaleźć albo TU
Mam do Was jeszcze jedną sprawę. Otóż TUTAJ możecie zobaczyć zwiastun bloga. Tak więc zapraszam!!!

poniedziałek, 17 listopada 2014

ROZDZIAŁ 4

Pov. Sophie
Następnego dnia obudził mnie dźwięk budzika, oznaczający, że czas wstawać do szkoły. Co za kretyn stworzył coś takiego jak szkoła?!
    Wolnym krokiem ruszyłam w kierunku łazienki w celu wzięcia porannej toalety.
Gdy spojrzałam w lustro, przeraziłam się. Potargane włosy, rozmazany makijaż, podpuchnięte oczy od płaczu ... Ostatni raz tak wyglądałam, kiedy dowiedziałam się, że muszę mieszkać z matką. To było straszne. Praktycznie równało się z moim przerażeniem na widok swojego lustrzanego odbicia.
    Po wzięciu długiego i relaksującego prysznica ruszyłam w kierunku szafy. Postanowiłam, że nie będę się stroić, no bo przecież to tylko szkoła. Zdecydowałam się na szary sweter i czarne getry, a włosy spięłam w niechlujnego koka. Gdy byłam już gotowa, wzięłam torbę i ruszyłam w kierunku wyjścia. W domu nie było już nikogo. Czyli czekała na mnie "miła" podróż szkolnym autobusem.
Gdy w końcu znalazłam się w szkole, modliłam się w duchu by przeżyć ten dzień w spokoju. Bez żadnych afer, awantur czy wezwania do dyrektora. Moje wizyty w gabinecie pani Colins, przeważnie były spowodowane przez jedną osobę, jaką był oczywiście Ashton. Czasami , a właściwie to często mam ... ochotę go zabić albo zgolić go na łyso. Ten palant twierdzi, że jego loczki to istny wabik na laski. Ciekawie czy jako osoba łysa, dalej by był obiektem marzeń prawie każdej dziewczyny w szkole ... Z moich rozmyślań wyrwał mnie głos przyjaciółki, która zmierza w moim kierunku. Wyglądała jak zwykle prześlicznie. Victoria zawsze miała gust! To ona mnie pilnowała żebym dobrze wyglądała. Pamiętam jak kiedyś byłam chora i Smith zaczęła się po mnie drzeć, bo byłam ubrana niekolorystycznie! Co tam, że leżałam z prawie 40°C gorączką. Przecież najważniejszy był styl!
 Gdy spojrzałam na Victorie widać było, że jest czymś przejęta.
- Sofie, Ashtona przepisali do naszej klasy! - powiedziała z zadyszką.
- Że co???!!!! - krzyknęłam zszokowana - Jakim prawem?
- Podobno Colins widziała jak palił z Jamesem i jego paczką za szkołą.
- Ale co to ma do tego, że ten kretyn będzie teraz ze mną w klasie?! - zapytałam poirytowana.
- Uznała, że Ashton to dobry chłopak i jeśli zostanie w swojej klasie, ze swoimi super kolegami, to się kompletni stoczy - odpowiedziała.
- A co ją obchodzi biedny, staczający się Irwin? - zapytałam z kpiną w głosie.
-No wiesz, Colins nie byłaby zadowolona gdyby jego rodzice wypisali go z jej jakże cudownej szkoły. Szczególnie, że państwo Irwin są jednymi z fundatorów szkoły - powiedziała, po czym zaczęła się głośno śmiać. Państwo Irwin - jedni z najbardziej wpływowych ludzi w Sydney ... Matka Ashtona to kobieta z wielką klasą, u której na pierwszym miejscu jest ukochany synek.
Gdyby się dowiedziała że Ashton pali fajki ... i nie tylko ..., upija się do nieprzytomności i pewnie pieprzy się z pierwsza lepszą laską, na pewno od razu by go wywiozła jak najdalej od Sydney. Byleby zaprzestał kontaktów z kolegami, ściągającymi go na złą drogę.
Nagle zadzwonił dzwonił dzwonek oznaczający, że rozpoczęła się najgłupsza lekcja, jaką jest matematyka.  Co za debil wymyślił coś takiego jak matematyka?! Jak ja nienawidzę tego przedmiotu! Najchętniej usunęłabym go raz na zawsze, skracając męki biednym uczniom. Jest to jedyny przedmiot na którym siedzę sama, dlatego że pan Hanson uznał, że powinnam siedzieć sama.
Gdy weszłyśmy z Victorią, w klasie byli już prawie wszyscy. Zaczynając na kujonach i kończąc na plastikowych laluniach.
   Nagle do klasy wpełznął sam pan Hanson, a zanim szczęśliwy Irwin. Jego niespodziewane dla niektórych wejście oznaczało jedno ... Jak na komendę wszyscy zaczęli szeptać o nowym/starym uczniu. Widać było, że podoba mu się bycie w centrum uwagi. Tą dziwną sytuację przerwał nasz kochany nauczyciel.
- Od dzisiaj Ashton będzie chodził z wami do klasy - oznajmił beznamiętnie - Koło kogo cię tu posadzić? - zamyślił się. Ciekawie co za frajer będzie miał to szczęście siedzieć na matmie ze znanym Ashtonem Irwinem ... - Usiądziesz z Victorią. - To był ten moment, kiedy nie wytrzymałam. Wybuchłam niepohamowanym, głośnym śmiechem. Moja przyjaciółka zmierzyła złowrogim spojrzeniem, dając znać, żebym lepiej się zamknęła. Bo ona nie jest uradowana pomysłem naszego nauczyciela.
- Panno Morgan, co cię tak rozbawiło? Może podzielisz się tym z resztą klasy? Też się chętnie pośmiejemy ... - powiedział mój "cudowny" nauczyciel. Często do swoich wypowiedzi używał sarkazmu. Przywykłam do tego, jednak dziś, w tej chwili, jego głos wręcz ociekał jadem. To była nowość! Ale nie pozytywna .. To mogło, a raczej MUSIAŁO oznaczać kłopoty ...
- Po prostu bardzo się cieszę, że Ashton będzie z nami w klasie - powiedziałam bezczelnie ze sztucznym uśmiechem.
- Ah! Jak miło! To może ty z nim usiądziesz? Skoro tak pałacie do siebie sympatią to ja jeszcze się przyczynię do rozwijania waszego szczęścia! - powiedział pan Hanson, a mnie szczęka opadła. To nie mogło być prawdą! Jak na tej ziemi mógł istnieć ktoś tak podły i pozbawiony uczuć?! Ah, no tak, zapomniałam, że był jeszcze Ashton! Nie dość, że muszę go znosić prawie 24h na dobę, to teraz muszę z tym debilem siedzieć w ławce na tej durnej matmie! Widzę, że zapowiada się ciekawy rok szkolny. W przeciwieństwie do mnie Ashton był uradowany tym faktem. Hm ... kolejna możliwość do ubliżania mi, a on nie pozwoli, by taka okazja przeleciała mu przed nosem.
Jak ja go nienawidzę!!!
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
I oto mamy kolejny rozdział historii Sophie. Rozdział był pisany na szybko, więc wiecie.......taki super to on nie jest. Pamiętajcie by zostawić komentarz. Wam to nie zajmie długo, a ja będę wiedzieć co myślicie. Dziękuje za uwagę!

wtorek, 30 września 2014

ROZDZIAŁ 3

Pov.Calum.
     Nie wiem nawet kiedy zasnąłem. Gdy wstałem z fotela na którym spędziłem dzisiejsza noc od razu spojrzałem na telefon w celu uzyskania odpowiedzi na moje pytanie - która jest godzina?. Zegarek wskazywał 10:13. Rodzice mają być o 12 . Teraz wystarczy obudzić chłopaków i jakoś tu ogarnąć. Gdy tylko rozejrzałem się po całym salonie byłe w stanie wydusić tylko- Jaki syf.- jak ja miałem to ogarnąć w niecałe dwie godziny. Nagle przyszedł mi do głowy pomysł- Sophie. Od razu pobiegłem w kierunku pokoju dziewczyny. Zapukałem do wielkich brązowych drzwi. Nikt nie odpowiedział, więc postanowiłem wejść do jej sypialni. W pokoju nie było dziewczyny a łóżko wyglądało jakby nikt na nim spać. Od razu zbiegłem na dół i zacząłem budzić chłopaków. Byłem przerażony ze dziewczyny nie było. Oczywiście że nie raczył wstać. Podszedłem do Ashtona i zwaliłem go z kanapa. Widać było, że chłopak był nie zadowolony tym ze go obudziłem - Ashton, Sophie zniknęła!! - wykrzyczałem.
- Nie mogła zniknąć. Wychodziła wczoraj wieczorem- powiedział zaspanym głosem.
- Wiem, że wychodziła. Ale nie rozumiesz tego ze nie wróciła. Mam ci to przeliterować.
 N-I-E-W-R-Ó-C-I-Ł-A.
- Pewnie została u koleżanki. Zadzwoń do niej.-postanowiłem posłuchać rady kolegi.
Pov. Sophie
    Z pięknego snu wyrwał mnie dźwięk dzwoniącego telefonu. Gdy spojrzałam na wyświetlacz zobaczyłam- Calum. Czyżby przypomniał sobie, że ma siostrę. Odrzuciłam połączenie po czym rzuciłam telefon na szafkę nocna która stała koło łóżka. Postanowiłam wstać z łóżka i odnaleźć Victorie. Dziewczyna siedziała w kuchni i piła poranna kawę. Gdy tylko mnie ujrzał, na jej twarzy pojawił się promienny uśmiech.
-Witam śpiocha! Jak się spało.-zapytała
- Dziwnie, bo nie słyszałam tych krzyków Caluma które oznaczały by ze zaraz będą rodzice a w domu syf-gdy to powiedziałam od razu wybuchłyśmy śmiechem. Widok przerażonej miny Caluma pewnie był bezcenny.
Gdy w końcu zjadłam śniadanie i się w miarę ogarnęłam postanowiłam iść do domu. Pożegnałam się z przyjaciółką i ruszyłam w kierunku drzwi. Na dworze było dość przyjemnie pomimo tego ze był środek lata. Słońce, które grzało świetnie komponowało się z lekkimi podmuchami wiatru, który lekko chodziło ciała zgrzanych ludzi. Drogę do domu umiliła mi muzyka. Nigdy nie słuchałam muzyki takiej jak wszyscy. Zawsze byłam inna. Od dziecka puszczano mi Mozarta, Bethowena czy Chopina. Mój ojciec dbał o moje wychowanie a nie puszczał się jak moja matka. Do teraz jej nie wybaczyłam tego, że zdradziła mego tatę i od niego odeszła. On tak ją kochał. Niczego jej nie brakowało a ona jak mu się odpłaciła. Jeszcze z jego rodzonym bratem.
    Po rozwodzie sąd zadecydowała, że dziecko powinno być z matka, jednak ja się z tym nie zgadzam. Musiałam z nią zamieszkać i zmarnować swoje życie.
   Gdy tak rozmyślałam na temat swego nędznego życia, nawet nie zauważyłam kiedy znalazłam się koło domu. Od razu zauważyłam czarny samochód rodziców. No to mam przerąbane.
    Stanęłam przed drzwiami swojego domu i zapukałam. Drzwi otworzył mi ukochany mojej mamusi. Gdy tylko przekroczyłam próg od razu usłyszałam krzyki mojej matki.  Pewnie drze się po Calumie. No i bardzo dobrze. Wiedziałam, że kara mnie nie ominie ale szczerze nie przejmowałam się tym.
-no to zaczynamy terror- powiedziałam po czym weszłam do salonu. To co tam zobaczyłam rozbawiło mnie. Piątka chłopców stojących w rządku ze spuszczonymi głowami a nad nim moja matka prawiła kazanie dlaczego to nie powinno się pić w tym wieku. Chrząknęłam i automatycznie wszyscy popatrzyli się w moją stronę. Stałam w progu z durnowatym uśmieszkiem czyli pełen standard w razie kłopotów. Widziałam jak moja mama czerwieniła się ze złości. Zaraz wybuchnie. 3...2...1....  BUM!!!!!
- Co ty sobie wyobrażasz młoda damo!! O której to się wraca do domu.- wrzasnęła. Spojrzałam na zegarek, który znajdował się na moim nadgarstku.- dochodzi druga, czyli jakoś tak powinno się wracać do domu- wycedziła. Po mojej błyskotliwej wypowiedzi usłyszałam śmiechy chłopaków. Mojej mamusi się to nie spodobało. Zgasiła ją 17 latka. Jak przykro.
- Ja cię tak nie wychowywałam- powiedziała.
- Ty i wychowanie.-prychnęłam-Ty miałaś w dupie to co robiła. Co teraz będziesz mnie umoralniać i wychowywać.Gratuluje geniuszu -wykrzyczałam jej prosto w twarz.
- Jak ty się wyrażasz do matki- odpowiedziała już całkiem wściekła.
- Dla mnie jesteś tylko moją matką na papierku nic więcej-warknęłam po czym pobiegłam do swojego pokoju w którym od razu wybuchłam niekontrolowanym płaczem. Dla mnie moja kochana mama umarła.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
 No i mamy trzeci rozdział. Wiem, że rozdział miał się pojawić już dawno ale jakoś nie miałam kiedy go dodać. Mam nadzieje, że rozdział Wam się spodoba. Pamiętajcie by zostawić komentarz. Wam to długo nie zajmie oraz ja będę wiedzieć co myślicie na temat mojego opowiadania i czy w ogóle Wam się ono podoba.
 Jak zauważyliście pojawiła się zakładka Bohaterowie w której wraz z rozdziałami będą sie pojawiać nowe postacie.

wtorek, 29 lipca 2014

ROZDZIAŁ 2

Pov. Ashtona
-Czy ty jesteś jakąś nienormalna-wygrałem się na cale gardło.
  Mogłem się drzeć Dziewczyna i tak już mnie nie słuchała. Wyszła uśmiechnięta z salonu. Jak ja jej nienawidzę. Wiem że nie jest grubą, ale  po prostu lubię ją denerwować. Nie musiała od razu wylewać na mnie tego soku. Teraz cały się lepiej i śmierdzi owocami.
- Nie wiesz z kim zadzierasz-krzyknąłem do Sophie ale wątpię że mnie usłyszała. -Zawsze wiedziałem że jest głupia ale nie że aż tak- stwierdziłem opadając na kanapę. Nagle usłyszałem spokojny głos Michela -Ashton sam ja sprowokowałeś mówiąc jej że jest gruba.
-Czy ty zawsze musisz ją bronic- wtrącił Luke. - zawsze ta biedna to Sophie.
-Ja jej wcale nie bronie tylko mówię ci, że to co robisz krzywdzi tą dziewczynę. Nie widzisz tego.-wydarł się Michael po czym wyszedł z salonu. Pewnie poszedł do naszej księżniczki szpetoty.
- Dobra skończmy tą rozmowę bo ona robi się już żałosna. Ashton siadaj i uspokój się, zaraz mecz się zacznie.- powiedział Calum a następnie włączył telewizor. Kompletnie nie mogłem się skupić na meczu. Cały czas myślałem o dziewczynie i o tym jak się na niej zemścić.- Chcesz wojny to ją będziesz miała- wyszeptałem.
Pov. Sophie
     Gdy weszłam do pokoju od razu wybuchłam niepohamowanym śmiechem. Cieszyłam się z tego co zrobiłam Ashton'owi. Było to strasznie dziecinne, ale przecież od czegoś trzeba zacząć.
     Gdy się uspokoiłam postanowiłam wziąć się za sprzątanie. Kiedyś w końcu trzeba zrobić pranie. Kiedy zaczęłam zbierać ciuchy do kosza na pranie, usłyszałam pukanie. Podeszłam do drzwi i pociągnęła za klamkę. Moim gościem okazał się Michael. Wiedziałam po co przyszedł. Znowu będzie mi w mawiał ze Ashton wcale tak nie myśli, on poprosił taki jest, lubi prowokować ludzi.
-Sophie ja cię bardzo przepraszam. Ashton wcale tak nie myśli....- przerwałam Michael'owi oraz dokończyłam jego nudną gatke-On po prostu taki jest. Lubi denerwować ludzi.
-Właśnie- zaśmiał się nerwowo -Dobra ją idę do chłopaków.-powiedział poczyna mnie przytulił po czym dodał -a ty tak tutaj nie smutaj. Wyjdź do ludzi i już nie przejmuj się Ashton'em.-po czym zniknął w ciemnościach korytarza.
       Michel poniekąd miał rację. Siedzę w tych czterech ścianach 24h, nigdzie nie wychodzę tylko się uczę.
-Czas to zmienić- powiedziałam sobie w duchu. Złapałam za telefon i od razu zadzwoniłam do Victorii.
      Gdy w końcu ustaliliśmy co będziemy robić, odłożyłam telefon na półkę i ruszyłam w kierunku łazienki. Zdecydowałam się na czarne rurki ,zadurzą bluzę Calum'a która kiedyś mu zabrałam oraz czarne vansy. Włosy spięłam w koka i zrobiłam lekki makijaż. Gdy byłam gotowa zeszłam na dół w poszukiwaniu kluczy do domu.
-One gdzieś muszą być- mówiłam sama do siebie. Nagle za sobą usłyszałam znany mi głos. Znienawidzony głos Ashton'a.- Zgubiłaś coś-powiedział i pomachał mi przed nosem kluczami. Czy ja zawsze muszę mieć takiego pecha.
   Gdy podeszłam do niego w celu uzyskania swoich kluczy chłopak uniósł je tak wysoko że nie mogłam ich dosięgnąć.
-A gdzie to się panienka wybiera o tej porze-powiedział Ashton z wrednym  uśmieszkiem- O tej porze na ulicach jest bardzo nie bezpiecznie.
-Ashton oddaj mi te klucze. Śpieszę się.-powiedziałem błagalnym głosem. Łzy zbierały mi się do oczu. W duchu powtarzała sobie, Sophie tylko nie płacz, nie możesz mu pokazać że z tobą wygrał.
Gdy popatrzyłam na niego, uśmiechał się tak jakby wiedział, że ze mną wygrał. Nie, nie poddam się. Obróciłam się napięciem a następnie wyszłam z domu.
     Gdy tylko wyszłam, usłyszałam znany mi odgłos przekręcanego klucza. No to świetnie- zaklnełam w duchu.Ruszyła wolnym krokiem w kierunku kina. Londyńskie uliczki oświetlony małe lampki. Miasto było opustoszałe. Na ulicach można był nie zobaczyć żywej duszy. W myślach liczyłam kroki. Każdy szmer czy stukot przyprawiał mnie o dreszcze.
     Gdy w końcu doszłam do kina w oddali zauważyłam machającą mi Victorie.
Od razu ruszyłyśmy w kierunku kas. Z kupionym biletami udałyśmy się do sali.
      Po skończonym seansie udałyśmy się do naszej ukochanej kawiarni.
-Tori mogłabym zostać dziś u ciebie na noc- powiedziałam zacisznym głosem.
-Jasne-powiedziała radośnie- Ale co się stało-gdy dziewczyna tylko na mnie spojrzała od razu wiedziała co mnie trapi.
Usłyszałam tylko imię wyszeptane przez dziewczynę- Ashton-nagle dziewczyna wybuchła-Co tym razem zrobił.Opowiedziałam całą dzisiejsza historię związaną z Ashton'em. Gdy skończyła powiedziała mi, że mam się nim nie przejmować.
    Po wybitnej kawie ruszyliśmy w stronę domu Vioctorii. Po drodze rozważałam zadzwonienie do Caluma. Pewnie nawet nie wie że wyszłam z domu.
Razem z dziewczyną po plotkowałyśmy jeszcze chwilę po czym poszliśmy spać. Długo nie musiałam czekać na sen. Szybko odpłynęłam z myślą co mi przyniesie jutrzejszy dzień.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
I oto mamy drugi rozdział. Mam nadziej, że wam się spodoba. Pamiętajcie by zostawić komentarz. Każda kropka dla mnie dużo znaczy.  Do następnego rozdziłu :)

wtorek, 22 lipca 2014

ROZDZIAŁ 1

  Biegałam przez las, nawet nie wiedząc gdzie. Chciałam się jak najszybciej znaleźć w domu, w otoczeniu moich bliskich. Nagle usłyszałam głos małej dziewczynki. Przeraziłam się. Chciałam stąd uciec lecz nie znałam drogi. Postanowiłam biec przed siebie. Biegłam  tak szybko, ile sił miałam w nogach.
      Nagle ujrzałam przed sobą mała dziewczynkę która stała parę metrów ode mnie. Postanowiłam się do niej zbliżyć. Gdy byłam wystarczająco blisko zobaczyłam......dziewczynka nie miała twarzy. Zamarłam......
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
     Zerwała się z łóżka cała zalana potem. Nie umiała złapać oddechu. Czuła się jakby przebiegła 100km maraton. Potrzebowała zaczerpnąć świeżego powietrza. Wstała i ruszyła w kierunku balkonu. Sophie spojrzała przez okno. Obrzeża Londynu pięknie komponował się ze wschodzącym słońcem. Ciasne uliczki dalej były oświetlane przez małe lampki a fontanny w centru parku, mieniła się różnymi kolorami.
     Gdy w końcu Sophie zdołała się uspokoić postanowiła wrócić do łóżka. Zamknęła wielkie drzwi balkonowe i zasłoniła beżowe zasłony. Ukradkiem spojrzała na zegar. Wskazywał piata nad ranem. Postanowiła się już nie kłaść. Ruszyła w kierunku łazienki w której wzięła długa relaksującą kąpiel. Po skończonej porannej toalecie, ruszyła się w kierunku wielkiej szafy. Po dwudziesto minutowym zastanowieniu się nad tym w co się dziś ubierze, zdecydowała się na czarne rurki, koszule w kratę oraz czarne botki. Włosy spięła w wysoki koński ogon i nałożyła delikatny makijaż. Gdy w końcu była gotowa, skierowała się w kierunku kuchni. Dom wyglądał jak by nikt w nim nie mieszkał. Był taki opustoszały. Może to dlatego że jest ósma rano i do tego sobota. Sophie na sama myśl o dniu tygodnia głośno westchnęła. Wiedziała że rodzice wyjeżdżają dziś na wakacje czyli zostaje sama z Calum'em. On pewnie zaprosi tych idiotów.       Gdy w końcu była gotowa, skierowała się w kierunku kuchni. Dom wyglądał jak by nikt w nim nie mieszkał. Był taki opustoszały. Może to dlatego że jest ósma rano i do tego sobota. Sophie na sama myśl o dniu tygodnia głośno westchnęła. Wiedziała że rodzice wyjeżdżają dziś na wakacje czyli zostaje sama z Calum'em. On pewnie zaprosi tych idiotów.
     Gdy w końcu znalazła się w kuchni zdecydowała się na musli. Po zjednoczonym posiłku, umyła naczynia i odłożyła je na miejsce. Nagle usłyszała jak ktoś ją wolą. Przestraszyła się. Gdy się obróciła zobaczyła zaspanego Calum'a.
- Sophie zrób mi kawę- powiedział zaspanym głosem. Już chciała mu powiedzieć że ma sobie sam zrobić lecz gdy spojrzała na niego obrazu się nad nim zlitowała. Wyglądał jak sto nieszczęść, ale tak się kończy imprezowanie do rana
- Calum mam do ciebie pewne pytanie- powiedziała dziewczyna siadają naprzeciw chłopaka.
- Słucham.... ciekawie jakie tym razem zadasz mi inteligentne pytanie-powiedział obojętnie.
- Kiedy się wybierasz z chłopakami w jakąś trasę- zapytała.
      Gdy chłopak usłyszał pytanie obrazu się zerwał- A co chcesz jechać z nami?- zapytał się wystraszony
- Nie.... chce się w końcu was pozbyć- powiedział wściekła. Po tej jakże ciekawej rozmowie ruszyła prosto do swojego pokoju. Tam przesiedziała cały dzień. Podczas piątego filmu nagle poczuła głód. Odrazu ruszyła w kierunku kuchni. Niestety, gdy była na dole Calum ją zauważył i zaczął wołać. Wiedziała że jak tam nie pójdzie to ten kredyt nigdy się nie zamknie .
-Czego chcesz- burkneła
-O widzę że nasza księżniczka się wnerwiła. - usłyszała śmiech Ashton'a- Jaśnie pani wybacz nam- nagle wszyscy wybuchli śmiechem.
  Od zawsze nienawidziła Ashton'a. Zawsze słyszała od niego same obelgi. A to że jest gruba czy brzydka. Niektóre słowa usłyszane z jego ust doprowadziły ją do płaczu. Ale on nie wiedział ze ją rani. Podobało mu się denerwowanie tej dziewczyny. Sophie zawsze ukrywała przed światem swój ból. Gdyby któryś z nich dowiedziałby się że jest słaba, wykorzystali by to przeciwko niej. Z jej przemyśleń wyciągnął ją głos Ashton'a- Ej grubasie może byś się ruszyła do kuchni po coś do picia. Dobrze by ci to zrobiło-  powiedział to a następnie przybyli piątkę Luke'owi.
     Wściekła podreptała do kuchni. Wyciągnęła z lodówki soki i nalała go do pięciu szklanek. Wszystko położyła na tacy po czym zaniosła do salonu. Położyła tacę na stole i do rąk wzięła jedna szklankę i ruszyła w kierunku Ashton'a.
-Proszę bardzo- wysyczała mu wściekła i wylała mu całą zawartość szklanki na głowę. Chłopak gwałtownie zerwał się z kanapy i zaczął się na nią drzeć- Czy ty jesteś jakąś nienormalna....- Sophie już go nie słuchała tylko z uśmiechem na ustach ruszyła w kierunku sypialni. W oddali było jeszcze słychać krzyki Ashton'a które wywoływały śmiech Sophie. Gdy była już przy drzwiach powiedziała do siebie- Chcesz wojny to ją będziesz miał.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
I oto pierwszy rozdział.Mam nadzieje że wam się spodoba i będziecie czytać. Pamiętajcie by zostawić ślad po sobie w postaci komentarzu. Wam to zajmie chwilę a ją będę szczęśliwa

piątek, 11 lipca 2014

PROLOG

   Gdybym wiedziała jak to się skończy nigdy bym się nie wyprowadziła od ojca. Jak ja nienawidzę mojej matki i tego jej nowego męża. Nie dość, że jest dla niej za brzydki to i za głupi. Nie jednak przy ich poziome inteligencji bym się zastanowiła. Powie tyle, że ta sprawa jest defakto kontrowersyjna..... albo nie oni są tak samo tępi, ale co poradzisz.
    Ale to nic, syn mojego "ojca" to  dopiero kretyn. Nazywa się Calum i jest w tym głupim zespoliku 5 second of summer. Jak ja nienawidzę tego gościa i tych jego kumpli. Przesiadują u nas wieki i robią sobie ze mnie jaja. Szczególnie te dwa buce zwane Luk'iem i Ashton'em. Ci to z moim braciszkiem mogli by się śmiać dniami i nocami. Z całej tej czwórki jedynie dogaduje się z Michael'em. Zawszę mogę z nim pogadać i się wyżalić. Jako jedyny mnie rozumie.
    Jestem Sophie mam 17 lat i mam najbardziej dupiate życie pod słońcem. 
    Po wyprowadzce z Leeds robiłam wszystko by się zmienić zupełnie. Wszystko by zniszczyć małą Sophie z Leeds. I osiągnęłam swój cel. Byłam piękną, szczupłą,brunetka o fiołkowych oczach.
Chłopcy porównywali mnie pod względem urody do ideału. Szukali dziewczyny która była w minimalnym stopniu do mnie podobna. Zdarzały się przypadki w których kazali im się ubierać, czesać, malować a nawet zachowywać tak jak ja. To już było dziwne.
    Miałam jedna przyjaciółkę Victorie bo większości dziewczyn mnie nienawidziło. Super....
to była osoba która znała mnie na wylot. Nie było rzeczy o której by nie wiedziała. Jako jedyna wiedziała jaka jestem a nie jak polowa ludzi. W szkole byłam uważana za wredną sukę która myśli, że jest najlepsza. Zawsze zastanawiałam się dlaczego ludzie tak myśleli. Przecież nigdy mi nie zależało na popularności. Jednak ludzie przy mojej osobie się zawsze dzielili. Na tych co robią wszystko bym na nich choćby spojrzał, na puste laski,które mnie nie nawiedziły, tych napalonych sportowców oraz moja ukochaną Victorie.       
    Gdy w szkole wszyscy dowiedzieli się kto został moim bratem przyrodnim te blond piękności prawie mnie zabiły. Chętnie bym się z nimi zamieniła. Szkoda, że nie mogę.

Obserwatorzy