Pov. Ashtona
-Czy ty jesteś jakąś nienormalna-wygrałem się na cale gardło.
Mogłem się drzeć Dziewczyna i tak już mnie nie słuchała. Wyszła uśmiechnięta z salonu. Jak ja jej nienawidzę. Wiem że nie jest grubą, ale po prostu lubię ją denerwować. Nie musiała od razu wylewać na mnie tego soku. Teraz cały się lepiej i śmierdzi owocami.
- Nie wiesz z kim zadzierasz-krzyknąłem do Sophie ale wątpię że mnie usłyszała. -Zawsze wiedziałem że jest głupia ale nie że aż tak- stwierdziłem opadając na kanapę. Nagle usłyszałem spokojny głos Michela -Ashton sam ja sprowokowałeś mówiąc jej że jest gruba.
-Czy ty zawsze musisz ją bronic- wtrącił Luke. - zawsze ta biedna to Sophie.
-Ja jej wcale nie bronie tylko mówię ci, że to co robisz krzywdzi tą dziewczynę. Nie widzisz tego.-wydarł się Michael po czym wyszedł z salonu. Pewnie poszedł do naszej księżniczki szpetoty.
- Dobra skończmy tą rozmowę bo ona robi się już żałosna. Ashton siadaj i uspokój się, zaraz mecz się zacznie.- powiedział Calum a następnie włączył telewizor. Kompletnie nie mogłem się skupić na meczu. Cały czas myślałem o dziewczynie i o tym jak się na niej zemścić.- Chcesz wojny to ją będziesz miała- wyszeptałem.
Pov. Sophie
Gdy weszłam do pokoju od razu wybuchłam niepohamowanym śmiechem. Cieszyłam się z tego co zrobiłam Ashton'owi. Było to strasznie dziecinne, ale przecież od czegoś trzeba zacząć.
Gdy się uspokoiłam postanowiłam wziąć się za sprzątanie. Kiedyś w końcu trzeba zrobić pranie. Kiedy zaczęłam zbierać ciuchy do kosza na pranie, usłyszałam pukanie. Podeszłam do drzwi i pociągnęła za klamkę. Moim gościem okazał się Michael. Wiedziałam po co przyszedł. Znowu będzie mi w mawiał ze Ashton wcale tak nie myśli, on poprosił taki jest, lubi prowokować ludzi.
-Sophie ja cię bardzo przepraszam. Ashton wcale tak nie myśli....- przerwałam Michael'owi oraz dokończyłam jego nudną gatke-On po prostu taki jest. Lubi denerwować ludzi.
-Właśnie- zaśmiał się nerwowo -Dobra ją idę do chłopaków.-powiedział poczyna mnie przytulił po czym dodał -a ty tak tutaj nie smutaj. Wyjdź do ludzi i już nie przejmuj się Ashton'em.-po czym zniknął w ciemnościach korytarza.
Michel poniekąd miał rację. Siedzę w tych czterech ścianach 24h, nigdzie nie wychodzę tylko się uczę.
-Czas to zmienić- powiedziałam sobie w duchu. Złapałam za telefon i od razu zadzwoniłam do Victorii.
Gdy w końcu ustaliliśmy co będziemy robić, odłożyłam telefon na półkę i ruszyłam w kierunku łazienki. Zdecydowałam się na czarne rurki ,zadurzą bluzę Calum'a która kiedyś mu zabrałam oraz czarne vansy. Włosy spięłam w koka i zrobiłam lekki makijaż. Gdy byłam gotowa zeszłam na dół w poszukiwaniu kluczy do domu.
-One gdzieś muszą być- mówiłam sama do siebie. Nagle za sobą usłyszałam znany mi głos. Znienawidzony głos Ashton'a.- Zgubiłaś coś-powiedział i pomachał mi przed nosem kluczami. Czy ja zawsze muszę mieć takiego pecha.
Gdy podeszłam do niego w celu uzyskania swoich kluczy chłopak uniósł je tak wysoko że nie mogłam ich dosięgnąć.
-A gdzie to się panienka wybiera o tej porze-powiedział Ashton z wrednym uśmieszkiem- O tej porze na ulicach jest bardzo nie bezpiecznie.
-Ashton oddaj mi te klucze. Śpieszę się.-powiedziałem błagalnym głosem. Łzy zbierały mi się do oczu. W duchu powtarzała sobie, Sophie tylko nie płacz, nie możesz mu pokazać że z tobą wygrał.
Gdy popatrzyłam na niego, uśmiechał się tak jakby wiedział, że ze mną wygrał. Nie, nie poddam się. Obróciłam się napięciem a następnie wyszłam z domu.
Gdy tylko wyszłam, usłyszałam znany mi odgłos przekręcanego klucza. No to świetnie- zaklnełam w duchu.Ruszyła wolnym krokiem w kierunku kina. Londyńskie uliczki oświetlony małe lampki. Miasto było opustoszałe. Na ulicach można był nie zobaczyć żywej duszy. W myślach liczyłam kroki. Każdy szmer czy stukot przyprawiał mnie o dreszcze.
Gdy w końcu doszłam do kina w oddali zauważyłam machającą mi Victorie.
Od razu ruszyłyśmy w kierunku kas. Z kupionym biletami udałyśmy się do sali.
Po skończonym seansie udałyśmy się do naszej ukochanej kawiarni.
-Tori mogłabym zostać dziś u ciebie na noc- powiedziałam zacisznym głosem.
-Jasne-powiedziała radośnie- Ale co się stało-gdy dziewczyna tylko na mnie spojrzała od razu wiedziała co mnie trapi.
Usłyszałam tylko imię wyszeptane przez dziewczynę- Ashton-nagle dziewczyna wybuchła-Co tym razem zrobił.Opowiedziałam całą dzisiejsza historię związaną z Ashton'em. Gdy skończyła powiedziała mi, że mam się nim nie przejmować.
Po wybitnej kawie ruszyliśmy w stronę domu Vioctorii. Po drodze rozważałam zadzwonienie do Caluma. Pewnie nawet nie wie że wyszłam z domu.
Razem z dziewczyną po plotkowałyśmy jeszcze chwilę po czym poszliśmy spać. Długo nie musiałam czekać na sen. Szybko odpłynęłam z myślą co mi przyniesie jutrzejszy dzień.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
I oto mamy drugi rozdział. Mam nadziej, że wam się spodoba. Pamiętajcie by zostawić komentarz. Każda kropka dla mnie dużo znaczy. Do następnego rozdziłu :)
Opowiadanie świetne.Masz na serio talent.Czekam na następny rozdział i życzę weny <3
OdpowiedzUsuńFajny pomysł, ale pilnuj bardziej błędów. Wkradają ci się literówki, przez co trudniej się czyta. Jak na razie bardzo fajnie
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i zapraszam
szpiegostwo-poplaca.blogspot.com