Biegałam przez las, nawet nie wiedząc gdzie.
Chciałam się jak najszybciej znaleźć w domu, w otoczeniu moich
bliskich. Nagle usłyszałam głos małej dziewczynki. Przeraziłam
się. Chciałam stąd uciec lecz nie znałam drogi. Postanowiłam
biec przed siebie. Biegłam tak szybko, ile sił miałam w
nogach.
Nagle ujrzałam przed sobą mała dziewczynkę która
stała parę metrów ode mnie. Postanowiłam się do niej zbliżyć.
Gdy byłam wystarczająco blisko zobaczyłam......dziewczynka nie
miała twarzy.
Zamarłam......
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Zerwała
się z łóżka cała zalana potem. Nie umiała złapać oddechu.
Czuła się jakby przebiegła 100km maraton. Potrzebowała zaczerpnąć
świeżego powietrza. Wstała i ruszyła w kierunku balkonu. Sophie
spojrzała przez okno. Obrzeża Londynu pięknie komponował się ze
wschodzącym słońcem. Ciasne uliczki dalej były oświetlane przez
małe lampki a fontanny w centru parku, mieniła się różnymi
kolorami.
Gdy w końcu Sophie zdołała
się uspokoić postanowiła wrócić do łóżka. Zamknęła wielkie
drzwi balkonowe i zasłoniła beżowe zasłony. Ukradkiem spojrzała
na zegar. Wskazywał piata nad ranem. Postanowiła się już nie
kłaść. Ruszyła w kierunku łazienki w której wzięła długa
relaksującą kąpiel. Po skończonej porannej toalecie, ruszyła się
w kierunku wielkiej szafy. Po dwudziesto minutowym zastanowieniu się
nad tym w co się dziś ubierze, zdecydowała się na czarne rurki,
koszule w kratę oraz czarne botki. Włosy spięła w wysoki koński
ogon i nałożyła delikatny makijaż. Gdy w końcu była gotowa,
skierowała się w kierunku kuchni. Dom wyglądał jak by nikt w nim
nie mieszkał. Był taki opustoszały. Może to dlatego że jest ósma
rano i do tego sobota. Sophie na sama myśl o dniu tygodnia głośno
westchnęła. Wiedziała że rodzice wyjeżdżają dziś na wakacje
czyli zostaje sama z Calum'em. On pewnie zaprosi tych idiotów. Gdy w końcu była gotowa,
skierowała się w kierunku kuchni. Dom wyglądał jak by nikt w nim
nie mieszkał. Był taki opustoszały. Może to dlatego że jest ósma
rano i do tego sobota. Sophie na sama myśl o dniu tygodnia głośno
westchnęła. Wiedziała że rodzice wyjeżdżają dziś na wakacje
czyli zostaje sama z Calum'em. On pewnie zaprosi tych idiotów.
Gdy w końcu znalazła się w kuchni zdecydowała się na musli. Po
zjednoczonym posiłku, umyła naczynia i odłożyła je na miejsce.
Nagle usłyszała jak ktoś ją wolą. Przestraszyła się. Gdy się
obróciła zobaczyła zaspanego Calum'a.
- Sophie zrób mi kawę-
powiedział zaspanym głosem. Już chciała mu powiedzieć że ma
sobie sam zrobić lecz gdy spojrzała na niego obrazu się nad nim
zlitowała. Wyglądał jak sto nieszczęść, ale tak się kończy
imprezowanie do rana
- Calum mam do ciebie pewne pytanie-
powiedziała dziewczyna siadają naprzeciw chłopaka.
-
Słucham.... ciekawie jakie tym razem zadasz mi inteligentne
pytanie-powiedział obojętnie.
- Kiedy się wybierasz z
chłopakami w jakąś trasę- zapytała.
Gdy chłopak usłyszał
pytanie obrazu się zerwał- A co chcesz jechać z nami?- zapytał
się wystraszony
- Nie.... chce się w końcu was pozbyć-
powiedział wściekła. Po tej jakże ciekawej rozmowie ruszyła prosto do swojego pokoju. Tam przesiedziała cały dzień. Podczas
piątego filmu nagle poczuła głód. Odrazu ruszyła w kierunku
kuchni. Niestety, gdy była na dole Calum ją zauważył i zaczął
wołać. Wiedziała że jak tam nie pójdzie to ten kredyt nigdy się
nie zamknie .
-Czego chcesz- burkneła
-O widzę że nasza
księżniczka się wnerwiła. - usłyszała śmiech Ashton'a- Jaśnie
pani wybacz nam- nagle wszyscy wybuchli śmiechem.
Od zawsze
nienawidziła Ashton'a. Zawsze słyszała od niego same obelgi. A to
że jest gruba czy brzydka. Niektóre słowa usłyszane z jego ust
doprowadziły ją do płaczu. Ale on nie wiedział ze ją rani.
Podobało mu się denerwowanie tej dziewczyny. Sophie zawsze ukrywała
przed światem swój ból. Gdyby któryś z nich dowiedziałby się
że jest słaba, wykorzystali by to przeciwko niej. Z jej przemyśleń
wyciągnął ją głos Ashton'a- Ej grubasie może byś się ruszyła
do kuchni po coś do picia. Dobrze by ci to zrobiło-
powiedział to a następnie przybyli piątkę Luke'owi.
Wściekła podreptała do kuchni. Wyciągnęła z lodówki soki i
nalała go do pięciu szklanek. Wszystko położyła na tacy po czym
zaniosła do salonu. Położyła tacę na stole i do rąk wzięła
jedna szklankę i ruszyła w kierunku Ashton'a.
-Proszę bardzo-
wysyczała mu wściekła i wylała mu całą zawartość szklanki na
głowę. Chłopak gwałtownie zerwał się z kanapy i zaczął się
na nią drzeć- Czy ty jesteś jakąś nienormalna....- Sophie już
go nie słuchała tylko z uśmiechem na ustach ruszyła w kierunku
sypialni. W oddali było jeszcze słychać krzyki Ashton'a które
wywoływały śmiech Sophie. Gdy była już przy drzwiach powiedziała
do siebie- Chcesz wojny to ją będziesz
miał.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
I oto
pierwszy rozdział.Mam nadzieje że wam się
spodoba i będziecie czytać. Pamiętajcie by zostawić ślad po
sobie w postaci komentarzu. Wam to zajmie chwilę a ją będę
szczęśliwa
Jestem ciekawa jak potoczy się dalej akcja twojego opowiadania. Coś czuję że będzie ono przesiąknięte nienawiścią. Podoba mi się to!
OdpowiedzUsuńZapraszam do siebie
szpiegostwo-poplaca.blogspot.com